Daj pyska!!!

Halina Machulska
muza THB

::księga gości::

2009
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
wrzesień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
2007
grudzień
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
maj
kwiecień
luty
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty



Co w HaliBucie piszczy


Długa przerwa w aktywności na blogu zakończona. Publikujemy garść nowych informacji:

1) Próby idą pełną parą, bo już niebawem Weekend z Teatrem HaliBut, na którym wystawimy nasze obie sztuki. W Don Juanie nastąpiły małe zmiany obsadowe i Pietrka zagra debiutant w HaliBucie Piotr "Serek" Seredyn, natomiast Donnę Elwirę strzeli jak z procy Dorota "Pani Reżyser" Nasiorowska-Wróblewska.

2) Okazało się, że jeżeli chodzi o tekst to gorzej wychodzi Się kochamy, gdzie aktorzy kompletnie zapomnieli co mówią i najczęściej posiłkują się uniwersalnym zwrotem: "Nie wiem co Ci mam powiedzieć."

3) Kostka Przemka "Zajebista impreza" Czołbarowa jest już jak nowa i ostro trenuje przeskakiwanie płotka.

4) Powoli przygotowujemy się do nowych projektów, z próbami prawdopodobnie ruszymy w nowym roku.

5) Konradowi "Wróżowi" Kupczykowi spadł cholesterol. Znów będzie mógł odwiedzać naszego sponsora. :)


teatr-halibut 2009-12-02 15:43:21
skomentuj (0)
nowy bohater




teatr-halibut 2009-12-02 15:24:45
skomentuj (1)
Rymsnął jak długi na ziemię!!!

Ostatnio wydarzeń w naszym teatrze było bez liku. W sobotę odbył się kolejny pokaz Sie kochamy. Zdecydowana większość widowni to Klan Zwolińskich. Cegiełki rozchodziły się jak świeże bułeczki, bo każda brała udział w losowaniu nagród od sponsora głównego Teatru. Większość prezentów trafiło w ręce Klanu Zwolińskich i wiemy już, że na rodzinną kolację pojechali do Maca.

Spektakl poszedł gładko, choć bez specjalnego polotu, wiadomo spektakl po premierze zawsze jest najgorszy... Wyjątkowo niezadowolony ze swojej gry był Dupeiro, ale później tego dnia (i na początku dnia następnego) już o tym nie pamiętał. I tak miał trudne zadanie, bo musiał zapamiętać wszystkich wujków i ciotki z Klanu Zwolińskich, a nie jest to łatwe zadanie. Wujka Kazia niestety nie było. Doskonałą recenzję spektaklu przedstawił jeden z widzów (który ma tak silne parcie na szkło, że postanowiliśmy o nim wspomnieć z imienia i nazwiska, oczywiście za drobną opłatą): "To najlepszy amatorski teatr jaki dziś widziałem!" - stwierdził z zachwytem Jacek Pawlak.

Po spektaklu udaliśmy się za miasto na parapetówkę połączoną z pępkowym dla Marcinka Wróża. Nic więc dziwnego, że Dupeiro wchodził jak do siebie i czynił honory gospodarza (na ile był zdolny). Ponieważ Czołbarov był przeziębiony zaopatrzyliśmy się w aptece Belvedere w syrop wiśniowy, który karnie sopżywaliśmy na imprezie.

Starterem balangi była najkrótsza walka stulecie, która się skończyła zanim otworzyliśmy pierwszą buteleczkę z syropem. Poźniej na scenę wszedł DJ Dupeiro ze swoją zajebistą składanką. Muzyka tak się nam podobała, że docenialiśmy nawet kawałek, który jeszcze nie leciał.

Na imprezie kontuzji doznał też jeden z aktorów: Czołbarov. Oto jak to się stało.

Kiedy sobie grzecznie imprezowaliśmy, Wtem!!! Zadzwonił dzwonek. Myśleliśmy już, że to policja przyszła po autografy, ale okazało się, że to dziewczyny z konkurencyjnej imprezy zapraszały do siebie. I sru! Godpodyni, kilka innych osób i również Wróżbita, zostawiając Bajaderę, zmienili lokal. Wtedy Czołburger postanowił udowodnić jak zajebiście jest u konkurencji i zaczął wychylać się zza winkla i wołać: "Zajebista impreza", "Chodźcie, tam jest świetnie!", a na końcu było łubudu i "O Ku...a!!!!". Okazało się, że Mistrz Złośliwości i Przytyku wywinął klasycznego halibuta i rymsnął jak długi na ziemię. Początkowo śmiech uniemożliwił uczestnikom zdarzenia zastosowania pierwszej pomocy, ale w końcu Pani Reżyser poratowała ofiarę. Późniejsze dochodzenie wykazało, że wypadek został spowodowany przez pewnego kozaczka (ale nie białego).

Impreza jednak trwała nadal. Najlepiej bawił się Dupeiro, który na konkurencyjnej zabawie doładował swoje baterie tak bardzo, że potem musiał spożytkować nadmiar energii z Bajaderą w garderobie, gdzie zresztą zostali nakryci.  

Dupeiro z szafy



W końcu wizja zagrania spektaklu w niedzielę skłoniła artystów do powrotu do domu i odzyskania trzeźwości. Czołbarova trzeba było prowadzić. Dopiero wtedy Wróżbita zauważył, że Czołburgerowi się coś stało. Dupeiro jednak był wtedy motylem i można było liczyc na jego pomoc.

Rano okazało się, że nasza "Kózka" doznała takiej kontuzji, że musieliśmy odwołać spektakl, a nóżka została zagipsowana (wolne zostały tylko paluszki, ale niestaty marzły).

Na razie przeprowadzamy dalsze próby wznowieniowe Don Juana, ale jeszcze dokładnie nie wiemy co będziemy pokazywać 7, 8 listopada. Mamy nadzieję, że konutzja szybko przejdzie, ale na wszelki wypadek Czołburger ćwiczy skok o kuli do Sie kochamy...

Życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia.

Ps. A Wróżbita się cieszy, że choć raz nie jemu przydarzyło się coś takiego...
teatr-halibut 2009-10-27 12:49:48
skomentuj (1)
Sie kochamy na deskach
Już jesteśmy po oficjalnej premierze Sie kochamy (oficjalnej, bo wcześniej mieliśmy nieoficjalny pokaz w Działdowie). Wszystko poszło nad wyraz dobrze, spektakl został dobrze przyjęty, a debiut w dużej roli Konrada Dupeiro Kupczyka w pełni udany. Udało nam się stworzyć zupełnie różne postacie i udowodniliśmy, że tekst który napisał pisarz, który mógłby być naszym dziadkiem, a niektórych nawet pradziadkiem nie stracił na świeżości. Nawet gaf było wyjątkowo mało: ot, Czołbarow zapomniał zdjęcia w drugim akcie i w efekcie markował niczym smok, Bajadera i Dupeiro walnęli się w tekście i niestaty było widać, że Bajadera nie umie szyć. Stwierdziliśmy, że musi wziąć lekcje haftowania ze spawaniem od Wróża.

Trochę nerwowości było jednak przed samą premierą, ponieważ Dupeiro na próbie generalnie tak się zagrywał, że zniszczył obie pary swojego obuwia. Ponieważ dał je do naprawienia Bajaderze, to przed spektaklem okazało się, że but dziadka C. nie został odrestaurowany (składał się z dwóch niezależnych części - podeszwy i buta właściwego). Dupeiro jednak ratował sytuację zabierając element swojego stroju do szewca, któremu uprzednio musiał wytłumaczyć, że to rekwizyt i żeby za bardzo go nie naprawił.

Ponieważ przed nami złote czasy dzięki licznym sponsorom. Robimy ukłon w stronę jednego z nich i dlatego zmieniamy nasze kswywy:

Łukasz Wróblewski, czyli Luc Pylon to teraz Mc Ptasznik,
Anna Zwolińska, Bajadera to BajaderaPie
Przemek Czołba
, Czołbarow to Czołburger
a Konrad Dupeiro Wróż Kupczyk to personifikacja WieśMaca.

Również planujemy współpracę z MC Donalds'em na większą skalę i stąd projekt nowej kanapki MC Halibut. 1 cent z każdej takiej kanapki na świecie wpływałby na konto HaliButa.


SMACZNEGO!!

teatr-halibut 2009-10-22 14:30:04
skomentuj (0)
Piszą o nas...



teatr-halibut 2009-10-07 10:52:14
skomentuj (0)
Działdowo Tournee - dzień drugi

Po nocnej imprezie wszyscy wstali wypoczęci i pełni energii (oprócz Bajaderów naturalnie). Ewentualne poimprezowe problemy z głową zostały zażegnane: Wróbel połknął w nocy dwie tabletki, Czołbara wyskoczył rano do sklepu po Ibuprom, a Wrożbitę głowa nie bolała, bo nie miał żadnych proszków.

Poczekaliśmy na Bajaderę 15 minut (nie miała ubrania) i zeszliśmy na ekskluzywne śniadanie. Na dole powitał nas recepcjonisto-kelnero-pokojowy w stylu disco polo i zaprowadził do suto zastawionego stołu. Tutaj spożyliśmy posiłek. Czołbara zasmakował w jogurcie z biedronki, który po wymieszaniu grudek jest Wyśmienity.

Wróciliśmy jeszcze na chwilę do pokoi, dzięki czemu resztki kaca mogliśmy spuścić rurami. Według Kochanie owe spuszczanie czuć było na całym piętrze, a Wróbel potwierdził, że czuć je nawet na całym rynku.

W końcu pożegnaliśmy się z 3 gwiazdkowym hotelem w stylu disco polo i ruszyliśmy na miejsce występu. Oczywiście najpierw Wróż jeszcze musił dokończyć spuszczanie...

Na miejscu okazało się, że Cosa Nostra jest jeszcze zamknięta, ba nawet u Lindy było zamknięte na cztery spusty. Ponieważ Bajaderze spadł poziom energi do -10 udaliśmy się w poszukiwaniu Tigera. Najpierw doszliśmy do sklepu który był czynny, ale jednak nie (Działdowska specjalność). Potem po zwiedzeniu osiedla w stylu amerykańskim, Bajadera rzuciła się na budkę z lodami, po czym razem z Kochaniem skoczyła na mszę, aby sobie klęknąć z liżąc loda.

Wróciliśmy do Kozy Nostry i wreszcie mogliśmy wejść do tego przybytku rozkoszy. Sala okazała się całkiem fajna, dawała nam sporo możliwości.

sala

Poznaliśmy też wreszcie organizatorów i mogliśmy przystąpić do próby. Niestety w jej trakcie Wróż nabawił się kontuzji dużego palucha i musieliśmy przejść do scen z Bajaderą.

konkutzja Wróża


Nie udało nam się jednak zrobić próby całościowej, co potem się zemściło na nas, a dokładniej na aktorach. Po prostu niektóre sytuacje były pierwszy raz robione na premierze (kaskaderski skok Czołbary, czy kaskaderskie darcie bluzki Bajadery). Pozostało nam jedynie przelecieć tekst w ogródku Kozy Nostry (która była sponsorem naszej piosenki w spektaklu). Jedni próbowali zawzięcie:

Próba

Inni pełni energii powtarzali tekst (a może czytali Krzyżaków):

Bajadera


A Kochanie wdzięczyła się do lokalsów:



Akurat gdy skończyliśmy próbę, na pobliskim stadionie rozpoczynał się mecz na szczycie: Start Działdowo vs. Czarni Olecko. Postanowiliśmy się tam pojawić pod przykrywką. Zakupiliśmy bilety u Leona Benhauera i usiedliśmy na honorowych miejscach. Czołbara występował jako Przemyslav Czołbarov selekcjoner z Ukrainy, natomiast Wróżbita to sławny łowca talentów Conrado Dupeiro z Werony. Czołbarov doskonale rozpoznawał taktyki zespołów. Widać, że nie od dziś zajmuje się piłką nożną. Po rozpoczęciu meczu Dupeiro pilne przyglądał się piłkarzom obu drużyn, ale faworytem został Działdowianin z numerer 12. Dupeiro już w szatni miał sprawdzić jego talenty (w tym pylon). Kochanie, która grała żonę Czołbarova obserwowała z zaciekawieniem łydki piłkarzy. 

Po zakończeniu pierwszej połowy wynik był 0:0. Rozpoczęły się analizy gry obu zespołów, ale Dupeiro proponował pójść na obiad. Czołbarov nie był zadowolony z meczu, a Dupeirze spadł nagle cholesterol, co wywołało nagły przypływ niekontrolowanej emocji i krzyknął na cały stadion: "To idziemy jeść czy nie?!!!". nie było rady, z głodnym Dupeirem nie ma żartów.

Udaliśmy się więc ponownie do greckiej knajpy, gdzie dostaliśmy darmowy posiłek. Oczywiście Wróż swoją decyzję zmieniał 3 razy. Po podniesieniu choresterolu był czas na darmowe ciacho w kolejnym lokalu. Po dotarciu na miejsce postanowiliśmy się jeszcze trochę przespacerować (pozwiedzać). W trakcie spaceru rozwinięta została idea stworzenia zespołu piłkarskiego Pylony HaliButa. Dla kibiców opracowaliśmy już czapeczki z pylonem, z którego leci drogocenny napój, dla zeńskiej części widowni zaplanowalismy lizaki (skarb kibica).  w zespole wystąpią takie gwiazdy jak: Przemyslav Czołbarov, Conrado Dupeiro, czy Luc Pylon (czyt. pylą).

Marzenia o drużynie piłkarskiej odłożyliśmy na bok, bo już przed nami stały pyszne ciasta prosto z cukierni Dolcze Wita. Był to istny raj dla Bajadery, choć niespodziewanie mało zjadła. Okazało się też, że ulica Jagiełły w Działdowie to centrum światowej mody. Fryzury jaką tam widzieliśmy nikt w Paryżu, czy Mediolanie nigdy nie wymyśli. 

Sielską atmosferę przerwało spojrzenie na zegarek, czas było wyruszać do Kozy Nostry. Na miejscu już trwały przygotowania do niezwykłego wieczoru. Zebraliśmy swoje rzeczy w loży honorowej, gdzie aktorzy mogli się przebrać. Krótki romans (tzw. szybki pylon) wybuchł między Czołbarą i Bajaderą. Na dowód mamy zdjęcie zrobione tuż po schowaniu pylonu:

szybki pylon

Po przebraniu trzeba było się jeszcze rozgrzać i odśpiewać ulubioną piosenkę Bajadery. Jak widać na tym zdjęciu to właśnie Bajadera najmocniej ćwiczyła (chyba w myślach):

Proba



Byliśmy gotowi: aktorzy na swoich pozycjach, Wróbel w operatorce. Zaczęli się schodzić znamienici goście, istna maślanka towarzyska Działdowa. Wróbel doliczył się około 70 osób, wynik więcej niż zadowalający. 

Wreszcie się zaczęło! Organizatorzy zorganizowali niespodziankę i zaskoczyli widownię niesamowitym performansem:

performans

Światła przygasły (bo nie dało się ich wyłączyć) i oto stało się. Rozpoczęła się kolejna premiera HaliButa. Niezbyt efektownie:


Początek szedł nad wyraz łatwo. Wiele pomogły fantastyczne stroje od najlepszych projektantów. Oczywiście najwięcej uwagi przyłożyliśmy do ubioru Wróża. Efekt? Wprost wylewa się z butów (historycznych):


W scenie z konikiem Czołbara pokazał na co go stać. 

konik

Grał tak sugestywnie, że każdy na sali dostrzegł tą skromną dziecięcą zabawkę, która zaraz zostanie roztrzaskana, choć ojciec się przed nią nie uchylił (Czołbara zapomniał tego fragmentu tekstu).

 

Wreszcie na scenie pojawiła się Ellen, czy Helen, czy jak jej tam. 


Ów wykres to arcydzieło wykonane przez Kochanie. Jego precyzja powaliła aktorów na kolana, była nawet zaznaczona na nim krzywa tendencji.


Poznajcie się to jest Milt Berlin, a to Linda Manville. Choć na próbach aktorzy mylili imiona wszystkich postaci (szczytowe osiągnięcie to Bajadera, która na pytanie czy nazywa się Ellen, powiedziała, że nie) to na spektaklu zarejestrowaliśmy chyba tylko jedną pomyłkę.


Nastąpiła wiekopomna chwila. Bajadera zaśpiewała. Widownię wbiło w fotele, krzesła i schody. Parafrazując ulubiony cytat Wróża: łzy wzruszenia zalały ludziom twarze. Gdyby tak Polacy zaśpiewali Bogurodzicę pod Grunwaldem byśmy nie tylko tam wygrali, ale też na każdej Eurowizji (przynajmniej z Niemcami).


Oczywiście aktorzy nie obyli się bez prywaty na scenie...


Scena z piętami na wierzchu. Nigdy wcześniej nie ćwiczona - przynajmniej przy kompletnym zespole. Widoki w pierwszym rzędzie bezcenne.


Piosenka dla specjalnie dla Lindy, ale ona nie przyszła, bo pewnie pilnowała swojego interesu i wąsów.


W drugim akcie aktorzy porazili widzów feerią barw swoich strojów. Założenie niebieskiej marynarki, która leżała w kazamatach Łowickiej i w której pewnie nie jeden szczur stracił swoją cnotę to największy wyczyn Czołbary w tym spektaklu.


Dalej było gorzej. Aktorzy tak skakali po tekście, że reżyserzy nie nadążali ze znalezieniem odpowiedniego dialogu. Na szczęście udało im się w mniej więcej wrócić do oryginału.


To ostatnie zdjęcie z tournee, ponieważ wysiadła bateria w aparacie, ale możemy zapewnić, że wszystko poszło gładko. Widzowie nagrodzili nas burzą oklasków, a zwłaszcza Panią Reżyser, która zjechała po schodach na Dupeirę. Wszystko na szczęście dobrze się skończyło.

Po nas wystąpił jeszcze teatr tańca nowoczesnego z dziwnym performansem. Czołbarze wpadła w oko czarnulka z tego zespołu. Jednak musieliśmy już wracać do Warszawy i nie zdążył pokazać jej pylonu.

Wyjazd zakończył się pełnym sukcesem. Aktorzy i reżyserzy wrócili zadowoleni, a HaliBut może się teraz określać jako najlepszy teatr występujący gościnnie w Działdowie i oglądający tam mecze.

teatr-halibut 2009-09-30 11:05:51
skomentuj (1)
Działdowo Tournee - dzień pierwszy

Postacie:


Wróżbita

Konrad Kupczyk (zwany też Wróżbita, Bajader, lub Conrado Dupeiro) - grający Harry'ego. Miłośnik wszystkiego co robią inni. Zespołowy Pan Anegdota i fan dowcipów z plemnikami.

Czołbara


Przemek Czołba (zwany też Czołbara lub Czołbarov) - spektaklowy Milt, miłośnik niebieskich marynarek i rekordzista w opowiadaniu najdłuższych dowcipów.

Bajadera

Anna Zwolińska (zwana też Anna (przez Wróża) i Bajadera) - specyficzny wampir energetyczny, wysysa energię z samej siebie. Finalistka HaliButowego Idola i miłośniczka literatury Sienkiewicza.

Pani Reżyser

Dorota Nasiorowska-Wróblewska (zwana też Pani Reżyser lub Wróblowa) - trzyma wszystko w kupie (czyli w dwójeczce). Znawczyni broadway'owskich schodów, a zwłaszcza zejścia z nich na Dupeirę.

Wróbel

Łukasz Wróblewski (zwany też Wróbel, Drugi Rezyser (dlatego niewyraźny), Pylon (czyt. pylą) - z jaskółki wychodzi mu nielot, inicjator założenia drużyny Pylony HaliButa.

Kochanie

Natalia Kłapa (zwana też Kochanie (przez Czołbarę) - podpora (ale ze zrozumiałych względów nie pylon) zespołu, uratowała spektakl perfekcyjnym wykresem (który od 2 miesięcy robiła Bajadera), znawczyni piłkarskich zagadnień i zdeklarowana fanka Startu Działdowo.

Linda

Linda

Tournee rozpoczęło się w sobotę o 10:00. Umówiliśmy się w strategicznym dla Czołbary miejscu - przy salonie z motocyklami. O dziwo Wróżbita się nie spóźnił, ale tylko dlatego, że była z nim Bajadera. Podróż przebiegła gładko, w samochodzie Czołbary panowała wręcz piknikowa atmosfera. 

Luksusowy Hotel Wkra znaleźliśmy szybko i od razu wypróbowaliśmy pokoje. Czołbara łazienką skusił Natalię do wspólnego zamieszkania w jego pokoju, gdzie mogli potem razem myć zęby i robić inne rzeczy, ale pylona nie było.

Po chwili zaczęliśmy aklimatyzację zwiedzając rynek, ale nie trwało to długo, ponieważ Wróżbita poczuł, że spada mu cholesterol więc zapragnął zjedzenia czegoś dobrego. Udaliśmy się więc do najlepszej pizzerii w mieście (i chyba jedynej). Wróż początkowo chciał zjeść sałatkę, ale potem zapragnął makaron, który wybrali inni, żeby w końcu zamówić pizzę. 

Po posiłku udaliśmy się na wycieczkę do miejsca, w którym mieliśmy grać. Niestety Cosa Nostra była zamknięta, więc skoczyliśmy na piwko do Lindy, a potem podziwialiśmy lokalne rozgrywki juniorskie. Ponieważ byli to juniorzy Kochanie nie miała w czym wybierać i udaliśmy się do pobliskiego parku.

W parku zaczęliśmy próbę, ale nie udało nam się dotrzeć do końca, bo pęcherze nie dawały już rady. Generalnie pęcherz Czołbary nie grzeszył pojemnością, być może dlatego, że wziął od Wróża tabletki antykoncepcyjne z zielonej herbaty. Wróciliśmy więc do hotelu, a potem skoczyliśmy do greckiej tawerny, gdzie Wróż wybrał gyrosa, żeby zamówić pierś z kurczaka.

Nareszcie nastąpił opragniony wieczór. Udaliśmy się do pobliskich mono.... sklepów. W jednym Kochanie została zrugana przez ekspedientkę, bo chciała sama wybrać sobie chipsy. Wreszcie zaopatrzywszy się w trunki mogliśmy wrócić do hotelu na ulubiony program Wróża

Wieczorna impreza szybko się rozkręciła. Wróż najpierw błysnął dowcipami i anegdotami, ale w końcu przygasł i po wykonaniu jaskółki podpartej o ścianę już pragnął jedynie pomacać jakieś stopy. Czołbara przejął wtedy inicjatywę i opowiedział najdłuższy dowcip o Rusku, Polaku i Niemcu. Po nim Wróż jeszcze walnął dżołka, ale jakość obu spuentowała Natalia mówiąc: Nie wiem który był gorszy. Ale prawdopodbnie po prostu Kochanie nie zrozumiała motta... Za to była bardzo praktycznym stolikiem do rozlewania napoju wzmacniającego.

teatr-halibut 2009-09-28 22:10:37
skomentuj (0)
Działdowo Tournee - prolog
Stało się. HaliBut wystąpił poza granicami Warszawy. Oczywiście intensywne prace nad Się kochamy trwały przez ostatnie dwa tygodnie. I były to nie tylko próby, ale też stolarskie zajęcia ze rżnięciem i wkręcaniem.

Próby szły bardzo opornie. Znajomość tekstu była znikoma (standard w naszym zespole) ciągle brakowało rekwizytów (m.in. wykresu - kluczowego przedmiotu w spektaklu). To zdjęcie zrobione zostało na początku września, ale wierzcie nam, że ostatnie próby wyglądały podobnie, no może były już stroje (zwłaszcza kurczak, którego zademonstrujemy później i strój Wróżbity).

Próba czytana

Jeżeli chodzi o prace stolarskie to chodzi tu o most podwieszany na pylonach. Ponieważ konstrukcja całości zajęłaby miesiące, a nawet dekady, skoncentrowaliśmy się na kluczowym elemencie (nie, nie na pylonie, choć pylony były kluczowe w naszym wyjeździe) - płotku. Oczywiście wszystko trzeba było zacząć od planowania i zdobycia materiałów, więc udaliśmy się do Leroy (tylko Bajadery nie było - brak sił), gdzie przeanalizowaliśmy najlepsze rozwiązania (Wróż naturalnie chciał od razu spawać). Po zakupieniu niezbędnych produktów przystąpiliśmy do operacji "Płotek u Mamusi". Misja była niezwykle trudna, ponieważ została przeprowadzona przy zachodzącym słońcu (skończyła się znacznie później, po kolejnych piwach, piersiach (kurczaka) i obejrzeniu Mam Talent! (przez zafascynowanego Wróża). Oczywiście Wróż był liderem projektu, podtrzymywał pylon. Z całej operacji uzyskaliśmy doskonały element scenograficzny, a Czołbarze zostały nawet kawałki drewna do przerżnięcia w samotności.

Malowanie płotka przypadło Bajaderom. Niestety nie wiemy kto wykonał większość pracy, ale można przypuszczać, że Wróż się spóźnił 30 minut, a Bajadera nie miała sił.

Ostatni etap, czyli montaż szczebelków to heroiczny wyczyn Wróża, który okazał się udarowym wirtuozem wkrętarki. Niestety po zakończeniu operacji okazało się, że nie był przy tym wirtuozem pomiarów. Matematyczne wyliczenia Wróbla i precyzyjny sznurek Czołbary na pewno lepiej by się sprawdziły.

Ale nic to, płotek był gotowy, więc mogliśmy wyruszyć do Działdowa niczym wojska Jagiełły pod Grunwald...

teatr-halibut 2009-09-28 20:25:12
skomentuj (0)
Halibut wpłynie do Działdowa

Z radością informujemy naszych niezliczonych fanów, że niebawem w Działdowie odbędzie się premiera naszej nowej sztuki Się kochamy. Zapraszamy oczywiście wszystkich 27 września o godz. 19:00. Szczegóły tutaj



się kochamy

teatr-halibut 2009-09-17 13:58:29
skomentuj (1)
...::: W PRZYGOTOWANIU :::...
Się kochamy
Wyszedł z domu

...:::W REPERTUARZE:::...
Don Juan
Księżniczka na ziarnku grochu
GBURY wg Goldoniego

...:::TEATR HALIBUT:::...
STRONA GŁÓWNA

...:::KONTAKT:::...
606 973 080 telefon kontaktowy
teatr_halibut@wp.pl

...:::OBECNE MIEJSCE:::...
Łowicka tu działamy!!!

...:::THB W SIECI:::...
Artakcja nasze tournee do Działdowa
teatr.art.pl - Gbury
teatry.art.pl - Iwona
www.ikw.art.pl
www.warszawa.pl - Łysa Śpiewaczka
teatry.art.pl - Łysa Śpiewaczka
teatry.art.pl - Ob.Ciach

...:::HISTORIA:::...
DZIEJE Teatru HaliBut

...:::ZESPÓŁ:::...
INFORMACJE o członkach zespołu

...:::GALERIA:::...
SPEKTAKLE opisy i zdjęcia

...:::PATRONKA:::...
czyli nasza muza

...:::TAM NAS MOŻNA BYŁO ZOBACZYĆ:::...
Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki
Dom Kultury Śródmieście
DDK Dorożkarnia